RSS
 

Notki z tagiem ‘codzienność’

Życie seksualne udomowionych – o fizyczności

12 kwi

Mam pewien mały fetysz… chociaż, kiedy się przyjrzę, to wcale nie taki mały, bo jednak te 164cm wysokości i 56 kilo wagi to to ma – tak sobie myślałam dziś rano, patrząc w jej błękitne oczy, wyzierające spośród rozczochranych blond pasm, wciąż jeszcze zamglone lekko pasją poranka…

W ostatnim czasie wśród naszych znajomych rozeszło się kilka par. Jednopłciowych i mieszanych. Z tego, co zauważyłyśmy na przestrzeni lat, zawsze na wiosnę i jesień jest wzrostowa tendencja do rozpadanie się związków, jednak nieodmiennie obserwujemy takie przypadki, analizując ich  przyczyny oraz kolejność wydarzeń, aby móc podobne symptomy wychwycić u nas, i im przeciwdziałać zawczasu. Jednym z istotniejszych jest: KONIEC ERY NAMIĘTNOŚCI.

- Nie można wszystkiego opierać na łóżku! Przyjaźń, porozumienie dusz; to najważniejsze rzeczy!- zakrzyknie zapewne szeroka rzesza, Jenn Wam przyklaśnie nawet i zacznie coś tam o miłości romantycznej pleść, a ja odpowiem: bla bla bla!

Łóżko musi być! D*pa rządzi światem od zarania dziejów, i czy się to zwolenniczkom romantyzmu podoba czy nie, związkowym życiem tym bardziej!

Częściej ostatnio słychać u Was spory niż jęki namiętności? Cóż, nie na darmo mawia się o wybitnie wrednych czy marudnych jednostkach „niedopchnięta”. Z jakiegoś powodu też wibrator został wynaleziony jako lek na histerię dla samotnych starych panien ;)

Seks. Słowo, które dawno przestało być tabu za sprawą marketingu, ale też niestety, stał się on, wraz z wszechobecną golizną, czymś tak ogólnodostępnym, że wielu ludziom się po prostu nudzi po paru szalonych tygodniach.

Co, w obliczu tego, mają powiedzieć związki wieloletnie? Wszyscy wiemy jak wygląda życie seksualne dzikich [niezdeklarowanych związkowo tudzież świeżakom w tej materii], ale jak wygląda to u Udomowionych?

Otóż, w teorii powinno wyglądać jeszcze lepiej, bo po paru latach wiesz dokładnie gdzie dotknąć, jak złapać, co szepnąć w którym momencie. Hamulce, bariery czy niezbadane rejony już niemal nie istnieją. W teorii. W praktyce zaś, wygląda to tak, że wieloletnie pary wykorzystują tę wiedzę, by chadzać „na skróty”, i nagle okazuje się, że w alkowie zaczyna wiać nudą. A jak nuda, to zanika dążenie, bo ileż razy i jak często można jeść to samo w tym samym wydaniu, na tym samym talerzu i wiedząc nawet, że później będzie ten sam, co zawsze deser? ;)

Do tego dochodzą niedociągnięcia wyglądowe: widząc seksowną bieliznę na wystawie, zamiast ją kupić, myślimy o tym, że kosztuje równowartość zaległego rachunku za wodę, coraz częściej pada hasło „kochanie, jestem taka zmęczona, mogę dziś nie golić nóżek?”, albo oczywistym jest, że tej nocy nie szalejemy, skoro przychodzimy do łóżka w papilotach, skarpetkach zmiękczających, z maseczką antyzmarszczkową na twarzy i wysmarowane balsamem, którego polizanie grozi paraliżem języka.

Dodatkowo z wiekiem, po powrocie z pracy, zaczynamy cenić wygodne porozciągane dresy, kropki maści na niedoskonałości skóry zamiast makijażu, włosy w „artystycznym nieładzie” tudzież praktycznym kucyku, i rzucone „polecam ewakuację” po puszczeniu bąka, zamiast wcześniejszą ucieczkę w celu go uwolnienia, do toalety.

Pisać dalej? Wieczorne wspólne pochłanianie czipsów przed telewizorem zamiast romantycznych kolacji ze spalaniem kalorii zaraz po, zwykle owocuje nadmiarami tu i ówdzie po pewnym czasie, podobnie jak piwko na kanapie „bo lubię” zamiast drinka w przerwie szalonych tańców. Fryzura, która z ponętnej staje się coraz bardziej praktyczna, perfumy używane wyłącznie na wyjścia…

Mówiąc wprost: wieloletnie pary wpadają w pułapkę zaniedbywania się w domu w imię wygody, i nie piszę tu, bynajmniej, że kobiety powinny od rana do rana być na szpilkach, i w pełnym makijażu. Po pierwsze, jest duża grupa kobiet z założenia nie lubiących wyglądać kobieco, po drugie, mężczyzn dotyczy to w takim samym stopniu, ale nie oszukujmy się, u nich zaniedbywanie się jest widoczne równie rażąco.

I nagle okazuje się, że polscy emeryci uprawiają seks częściej niż my, bo podobno 1-2 razy w tygodniu, a pary w szczycie kondycyjno-hormonalnym śpią obok siebie bez krzty namiętności, razem się kąpią z oszczędności wody, a bieliznę kupują wygodną. Zwykle też, z tego co zauważyłyśmy, po 4-6 miesiącach takiego stanu następuje roszada w kręgach znajomości i problem w postaci „nie możemy na grila zaprosić i X i Y, bo Y ma nową dziewczynę a X boczy się na nas za to, że śmiemy ten stan akceptować.

Czy i nas na przestrzeni 10 lat spotkały wymienione bolączki łóżkowe?

Na szczęście nie aż w takim wymiarze. Bywają „numerki na skróty” i zdarzył nam się też etap ubrań domowych, w które mogłyby służyć za antygwałty, by nie niszczyć „tych porządnych i drogich na wyjścia”. Śmiałyśmy się z „kaktusów” na nogach, a o paraliżu języka to piszę z własnego doświadczenia. Jesteśmy też już po raz drugi na diecie, z powodu wspólnego nabierania ciastek i czipsów w biodra. Ostatnich parę tygodni miałyśmy też w domu zakaz chodzenia nago i wchodzenia sobie nawzajem do łazienki ;)

Jak więc widać, na przestrzeni dziesięciu lat każdy związek otrze się o rutynę i codzienność próbujące zabić dzikie i zwierzęce pożądanie, ale należy uważnie te symptomy obserwować, wychwytywać i im przeciwdziałać w porę.  Wtedy nawet po latach pożądanie potrafi być jak na początku, jakość wzbogacona o doskonałą znajomość drugiej osoby a całość taka, że nie zamieniłybyście jej na żaden nowy związek, tylko wręcz przeciwnie.

I to chyba tyle o roli fizyczności w seksualności istot udomowionych ;) Jeżeli macie swoje przemyślenia, chętnie je poczytam, a może wkrótce pojawi się też coś o roli psyche w tej materii, bo mi tu Jenn z boku już nawija, że „ważna jest też ta cała reszta” – chcecie i taki zestaw przemyśleń młodego związku? ;)

 

Męskim okiem Kobiety ;)

by Nikki

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Życie lesbijki- codzienność [1]

14 gru

Odkąd pamiętam żyjemy jawnie, z racji pracy i otwartości towarzyskiej spotykamy ogromne ilości ludzi.

Wiele z tych osób  stwierdza, że do tej pory nie miało styczności z osobami homoseksualnymi i mają z tego powodu wiele pytań. A my cóż, odpowiadamy, bo dlaczego nie. Jeśli ktoś kto mówi o sobie „Narodowiec” jest otwarty na poznawanie zamiast zaściankowo rozpoczynać wojnę z nieznanym, lepiej jest dać się poznać i pozyskać kolejną osobę, która przestanie się nas  [homo / lesbijek z dziećmi] bać.

Dlatego postanowiłam zacząć pisać / odpowiadać na takie przeróżne pojawiające się wokół nas pytania.

Jedno z nich ostatnio mnie nawet zaskoczyło, bo nie sądziłam, że czasami ludzie aż tak nie są świadomi otaczającej ich rzeczywistości, że nawet podstawy są dla nich zastanawiające.

Zostałam zapytana jak wygląda nasz zwykły dzień, na przykład taka niedziela jak dziś. Czy mamy swoje zloty w tym czasie, co robią dzieci i czy gotujemy obiady, najpierw udławiłam się napitkiem który dzierżyłam w dłoni, a potem odpowiedziałam.

NAsza zwykła niedziela, jak dzisiejsza nie odbiega niczym szczególnym od niedziel w innych domach na całym świecie. Owszem, my jako Polacy różnimy się kulturowo od mieszkańców innych krajów, ale od siebie wzajemnie tylko tyle ile sami wynieśliśmy z naszych domów rodzinnych i czas spędzany uzależniamy od tego oraz poziomu finansowego jaki reprezentujemy.

Wstaję zwykle ostatnia bo straszny ze mnie śpioch. Trole są już najczęściej po pierwszym śniadaniu. Nikki czasami piecze bułeczki, robimy jajecznicę czy inne formy jajek, nastawiamy stół i jemy wspólnie śniadanie. Czasami to Lu w kuchni z patelnią biega i każdemu smaży naleśniki, uwielbia to robić bo mogą wtedy z Li napchać się słodkim ile wlezie.

Zasiadam sobie by sprawdzić bieżącą pracę, zaganiamy młode do skończenia lekcji lub tak jak teraz nadganiania zaległości, bo odpoczywały cały semestr.  Wstawiamy obiad, jednodaniowy, bo żadna z nas nie mieści dwudaniowych posiłków, wolimy zostawić sobie miejsce na jakiś deser. Czasami spędzam w kuchni więcej czasu bo uwielbiam eksperymentować i robić zupełnie nowe potrawy, a dziewczyny jadają wszystko, czasem tylko raz, tak jak ma to miejsce przy daniach tajskich, za to chińszczyznę wszelką czy ogólnie kuchnię azjatycką pomijając tę na słodko wciągają aż im sie uszy trzęsą, i to w obu wersjach, bo przecież od 5 lat gotujemy dla Li bezmięsnie.

Po południu często wpada ktoś na leniwą kawę i ciacho, czasami wyskakujemy na potrzebne zakupy z Młodymi, albo odpalamy jakiś film i oglądamy razem, a czasami Trole wolą u siebie na górze obejrzeć coś czego my nie dźwigniemy.

Reszta jest tak najzwyczajniejsza w świecie jak my same :)

Tak więc jak widać, nasz dzień jakoś specjalnie nie odbiega od dni innych ludzi.

 

Dlaczego o tym piszę? Bo wiele osób się nad tym zastanawia. Bo każdy z nas ma swój sprawdzony sposób na wolny dzień. :)

 

by Jenn znad gara z gulaszem ;)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • Facebook