RSS
 

Archiwum - Listopad, 2016

Dziecka nie ma, w domu cisza taka…

25 lis

Lu dziś wyjechała na parę dni na Międzynarodowy Festiwal Tańca, aby pracować tam jako tłumacz dla grupy pań z Uniwersytetu Trzeciego Wieku.
Jestem z niej taka dumna.
I chyba jestem też przerażona.
Tak sercem, nie na logikę.
W końcu licealistka to już nie dziecko. Pracuje zarobkowo w weekendy, planuje swoje finanse i prezenty na święta dla bliskich, ma książeczkę sanepidowską, dowód osobisty, swoje poglądy, plany i grono znajomych, z którymi znika czasem na całe dni, umawia się na wyjazdy na okoliczne koncerty, a w wakacje miała samodzielne stanowisko przy dużym międzynarodowym festiwalu kultury, przez dwa tygodnie
Wiem, że jest rozsądna, niełatwo namówić ją na głupoty. Zresztą, do jakich głupot mogłyby ją namówić słuchaczki UTW? ;)
A jednak czuję w głębi pewien rodzaj przerażenia. Matczynego przerażenia.
Moje dziecko już za chwilę wyjdzie w świat. Pójdzie na studia, zacznie chodzić na randki, a z kimś specjalnym będzie zastanawiać się, jak powstrzymać matkę od zorganizowania im ślubu według jej wybujałego scenariusza ;) Już za parę miesięcy będzie zostawać na imprezach całą noc, uczyć się do egzaminu na prawo jazdy i żebrać o kluczyki, żeby z koleżankami pojeździć po okolicy bez dachu i robić sobie fotki, jak na pintereście.
Będzie podróżować, i to nie według standardów, które ja uznaję za odpowiednie dla mojej dziewczynki, tylko zarzuci plecak, z dodatkową koszulką i bikini, na ramię, weźmie kartę płatniczą, telefon, i pojedzie zwiedzać Europę śpiąc w motelu, który znajdą na miejscu. Będzie brać prysznic na stacjach benzynowych i oglądać wschody słońca, siedząc na masce samochodu, z kubkiem kawy w ręku, zakochując się w oczach spotkanego dzień wcześniej faceta, który siedząc z nią tam, odstawi mówkę pseudofilozoficzną czy egzystencjonalną. A wieczorem będzie siedzieć ze znajomymi przy ognisku na plaży, pijąc piwo z puszki i później będzie smarkać, bo tak łatwo się przeziębia…

Tak. Jestem matką. Dorastającej córki, która już za chwilę skoczy z wysokiej gałęzi, a ja będę mogła tylko patrzeć, czy rozłoży skrzydła, i wykorzystując wszystko to, co przez ostatnie lata jej wpajamy, czego uczymy – czy poleci szczęśliwie, bezpiecznie, wykorzystując nabytą wiedzę, i łącząc ją ze swoim pomysłem na swoje latanie, w najlepszych dla siebie proporcjach.

I jestem przerażona. Czy na pewno zdążymy przekazać jej wszystko, czego potrzebuje na dobry start i mądre, ale też pełne pasji, życie? Tak naprawdę, to nie będzie jej egzamin z życia, tylko mój.
Prawdziwy Egzamin Dorosłości.
„Jak ci poszło matkowanie” – najważniejszy i najtrudniejszy egzamin w życiu człowieka. Egzamin, który pokazuje, czy potrafisz zarządzać nie tylko jednoosobową firmą „Ja”, ale również, czy potrafisz przygotować drugiego człowieka, oraz dać mu wszystko co potrzebuje, do mądrego rozwinięcia i samodzielnego zarządzania jego własnym „biznesem”.

Dowiedziałam się wczoraj, że mam nawet „specjalną matkową minę”. Kiedy nagle, wygłaszaną przeze mnie tyradę przerwał chóralny śmiech całej trójki, a pouczana wtuliła się we mnie z czułością.
- a bo wiesz, masz taką swoją specjalną minę. Taka „Mina Matka”. Trudno to określić, ale aż inaczej wyglądasz, i co byś nie powiedziała, i jak się nie ukrywała, widać, że aż skręca cię, że nie będziesz mieć nad czymś kontroli i nie możesz dopilnować, żeby wszystko było dobrze. I próbujesz zapakować nam do głów cała wiedzę jaką możesz, na zapas. I nawet kiedy udajesz że tak nie jest, to widać, że się martwisz. Z głodu nie umrę, spokojnie, w trzy dni się nawet nie da! :)

Cóż. Wszystkiego się wyprę. I nadal uważam, że mam prawo oczekiwać, żeby pamiętała o tym, że ma zjeść codziennie _ciepły_ obiad! Prawda? ;)

by Nikki, matka-wariatka ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Matkoprezentacja.

16 lis

Trole, które zawsze uczyłyśmy samodzielnego odrabiania lekcji, ostatnio coraz częściej próbują naciągać nas na pomoc.
Lu pisze autoprezentację po angielsku na jakiś europejski projekt.

- Mamo, co byś o mnie powiedziała?
- Wysoka, blondynka, do niedawna długie włosy ;) – tak, lubię wkręcać moje dzieci ;)
- No ale poważnie! co byś o mnie powiedziała? Co powinnam tam napisać?
- Napisz coś o sobie. Przemyć też informacje, że językowo naprawdę dobrze ogarniasz. Na przykład, jak pracowałaś latem przy Brave Festiwal, a teraz wolontariacko pomagasz na uniwersytecie trzeciego wieku jako tłumacz symultaniczny. Pokaż, że…
- ok: AKTYWISTKA
- i że przerywasz, robisz po swojemu, jesteś wyszczekana, uparta i czasem bezczelna ;)
- super: ASERTYWNA. Co dalej?
- SAMA!
- no ale mamooo!
- Dziecko, wiesz, co to jest AUTOprezentacja? Sama musisz wiedzieć, co chcesz o sobie powiedzieć, jaka jesteś, co cię pasjonuje. Komisja chce zobaczyć TWOJĄ kreatywność, język, przydatność do projektu…
- No ale maaamooooo! No weeeż! No maaaamoooo… – i tak nastąpił FOCH.

By Nikki

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Mat[k]a Hari

16 lis

- no i mamo! A wiesz, ze rozmawiałam z TakimJednym? Bla bla bla , bla bla, i nagle on podszedł i zapytał, ale tak wiesz, do całej grupy, i zrobił to tak bla bla bla bla bla, i ja mu odpowiedziałam, że bla bla bla bla i bla bla. I on poszedł, a za chwilę, no nie wiem, za bla bla bla bla a może to było bla bla bla, no dobra nieważne! No i mu powiedziałam wszystko o zadaniu. No i przyszedł i pyta „ej! a ty masz to zadanie?” no i ja że no właśnie też nie, ale że to nie problem bo bla bla bla bla bla bla, i normalnie on wyglądał tak, że bla bla bla bla bla…

- czekaj, wróć. Poszłaś do szkoły bez zadania domowego?

- no, ja też. AAAaaa, znaczy myślałam, że pytasz czy on przyszedł do szkoły bez zadania,  że jak można tak. Ale spoko większość klasy nie miała. A te jego oczy! Normalnie…

- jeszcze raz. Poszłaś do szkoły BEZ ZADANIA DOMOWEGO?

- ups :D  no maamoooo…

„Tryb Matka” jest się jak ninja. Jak podwójny agent. Jak utajone komórki terrorystyczne… Żyjemy nieświadomi, że nawet kiedy go nie ma, on jest wśród nas. Czuwa w ukryciu. Obserwuje, przesłuchuje, analizuje…
Zawsze wychwyci magiczne zaklęcia, jak „zadanie domowe”, „alkohol”, „fajki”, „seks”, na które pojawia się niczym dżin wyskakujący z butelki. Podstępnie ukrywa się za pozostałymi twarzami rodzicielstwa. Czeka… Czycha…

By Nikki – mówicie mi Mat[k]a Hari :D

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • Facebook