RSS
 

Archiwum - Grudzień, 2012

Bo spełnianie marzeń daje największą przyjemność :)

26 gru

Święta.
Czas rodziny, słodkiego leniuchowania z bliskimi i oczywiście prezentów ;)

Pamiętacie jak w październiku, w pierwszej połowie, cieszyłyśmy się, że udało nam się upolować prezenty dla Troli? Starannie schowane i pilnowane czekały na swój czas.
Jedynie łapki mi opadły po samą ziemię, kiedy dwa dni przed świętami wywiązała się nam w kuchni rozmowa z Lu na temat finansów

- wiesz mamo, ale ja mam w skarbonce grubo ponad stówkę zaoszczędzone, to mogę kupić prezenty za to pod choinkę – [w tym roku postanowiłyśmy, że Trole wyjątkowo nie będą kupować prezentów, bo założyłyśmy, że porozwalały kieszonkowe to i tak będziemy musiały my za to zapłacić i do tego spędzić długie godziny w sklepach, kiedy będą chodzić bez pomysłów i szukać, kupiłyśmy od nas wszystkim od razu większe i droższe]
- jak to masz jeszcze ponad setkę?
- no bo wiesz, zbierałam na to moje marzenie, ale zrezygnowałam
- dlaczego zrezygnowałaś? kiedy ma się cele, trzeba do nich dążyć! myślałam, że o tym marzysz.
- no, ale w sumie nie potrzebuję, i to drogie jest bardzo, no i Ty mi swój pożyczać możesz :) , wolałabym nową komórkę, i wtedy mogę nie dostać już nic więcej..
- no to prędko składasz zamówienie.. za późno, prezenty już są kupione i spakowane.

popatrzyłyśmy z Jenn na siebie z minami „szlag!”, tyle kasy poszło, zaangażowania by załapać się na promocję i walki z tłumem oraz limitami narzuconymi przez sklep, a jej się odwidziało! I jeszcze rodzinie zasugerowałyśmy, by, jeżeli mają ochotę, dokupili do tego różne dodatki.
no ale trudno, najwyżej za rok dostanie skarpetki i mandarynki, to się nauczy doceniać..

Nadeszła Wigilia.
Upiekłyśmy ciastka, muffinki z żurawiną i marcepanem, piernikowe dzwonki, które okazały się z wyglądu raczej samochodzikami, pyszne rybki, a Lu machnęła swoje popisowe mini-jabłeczniki [w 100% samodzielnie!], i pojechałyśmy z pakunkami do rodziny na świąteczną kolację.
Prawie 20 osób, w tym szóstka dzieci, prezenty spod choinki wychodziły do połowy pokoju.

Kolacja upłynęła szybko, śpiewaniem kolęd przetrzymaliśmy jeszcze dzieciarnię z dala od choinki kolejny kwadrans, aż dłużej się nie dało, więc nadeszła ta najbardziej wyczekiwana przez najmłodszych chwila.
Specjalnie odłożyłam nasze prezenty do tyłu, by nieco dziewczyny poczekały swoje niespodzianki i usiadłam naprzeciw, by obserwować ;)

W świętach BN to mój ulubiony element i moment. Obserwowanie reakcji obdarowanych na starannie wytypowane prezenty :) czy trafione, czy się autentycznie spodobają, ucieszą…
W końcu i do Troli zaczęły docierać drobne pakunki.
Pachnące słodyczami młodzieżowe żele pod prysznic, słodycze, błyszczyki do ust.. Patrzyłam jak starają się nie zerkać z zazdrością na wielkie ilości zabawek, które, jedno po drugim, rozpakowywały pozostałe dzieciaki, czy telefon, który dostała ich równolatka.
- yyy… to jakaś torebka, ale Li dostała identyczną – Lu starała się nie skrzywić, zwłaszcza, że one nienawidzą dostawać tego samego
- ej, bez przesady, mają przecież inne kolory, Ty masz bardziej fiolet, a Li róż, dla kobiety torebek nigdy dość – jakby na potwierdzenie moich słów właśnie Jenn i bratowa rozpakowały swoje prezenty i szczęśliwe oglądały swoje torby ;)
- ale mamo! ktoś się machnął chyba kupując, bo to wygląda jak na netbooka! ale żal! – cóż, przynajmniej dbając o uczucia darczyńcy, ściszyła głos by nikt wokół nie usłyszał.
- kochanie, kurde, a może Mikołaj nie wiedział, że wy macie laptopa a netbooka ma ciocia? – przynajmniej Li nic nie komentując zaczęła taktownie skupiać się na błyszczyku do ust i dziwnym małym blistrze
- Lu, chyba dostałam kartę pamięci do aparatu, ale to przecież Ty lubisz robić zdjęcia..

Widząc, jak dziewczynom coraz trudniej ukrywać rozczarowanie, spotęgowane radością wszystkich dookoła z mnóstwa wielkich i różnorodnych paczek, podsunęłam im w końcu pod nosy prezenty od nas.
Lu bez entuzjazmu zaczęła rozrywać ozdobny papier, zakładając zapewne, że nadszedł w końcu czas na książki, które dostaje hurtowo i przy każdej okazji, i widząc jednocześnie, że to raczej ostatnia szansa na cokolwiek, bo pod choinką zapanowała pustka..
Nagle zamarła, przestała oddychać, po czym wydała z siebie pełne niedowierzania jęknięcie a po nim salwę dzikich okrzyków ze skakaniem, dziękowaniem i rzucaniem się nam na szyje.

- tablet! nie wierzę! iiiii! aaaaa! o jezu! nie wierzę! o boże! aaaaa! tablet! mój! mój własny! dziękuję! kocham Was! o boże! aaaa! Li patrz co dostałam!!!! tablet!!!!

Wywrócona przez rzucające się na nas z radości dziecko wygramoliłam się spod choinki i popatrzyłam na Li, która intensywnie oglądała czekoladowego mikołajka próbując nie rozpłakać się tudzież nie zagryźć szczęśliwej siostry podskakującej i podtykającej jej pod nos wymarzony sprzęt. Jenn chyba też zauważyła, że zaczyna się robić nieciekawie bo szybko położyła jej na kolanach paczkę

- jeszcze tu masz coś, rozpakuj – sfoszona młoda niemrawo zaczęła rozrywać papier i nagle jej twarz rozpromienił olbrzymi uśmiech
- ja też mam! też mam! patrz! Lu! też mam tableta!!! – w wielkimi oczami i namaszczeniem niemal wyjęła urządzenie z pudełka.

Tym razem prawie ja się rozpłakałam, ze wzruszenia, patrząc jak dziewczyny niemal fruwają pod sufitem ze szczęścia i próbują jednocześnie usiedzieć w miejscu rozgryzając nowe zabawki i odkrywając, że każdy z osobna spersonalizowałyśmy pod ich indywidualne zainteresowania i preferencje.

- i co, jednak nie przestałaś marzyć o tablecie? – nie mogłam sobie podarować jednak drobnej uszczypliwości ;)
- nie, jest cudowny! po prostu wiem jakie to drogie jest, i nie sądziłam.. ale.. wow! wooow! i taki duży!

Przez resztę wieczoru widziałyśmy młode tylko siedzące jak zaczarowane na kanapie i wymieniające się doświadczeniami, plus przybiegające co rusz się przytulić i pokazać co nowego odkryły. Lu Konstytucję i encyklopedię prawa, Li medyczne wizualizacje, gry i różne aplikacje… Lu oczywiście jako pierwsze, ustawiła sobie szkolny terminarz i plan zajęć ;) a do tego i „torby” i karty „do aparatu” jakoś nabrały nagle sensu i zaczęły cieszyć ;)

Po powrocie do domu pozwoliłyśmy im posiedzieć do bardzo późna, dopiero po pierwszej w nocy zagoniłyśmy je spać, bo dopiero w domu mogły podpiąć się do netu, a co za tym idzie poodkrywać pozostałe opcje.
Rano oczywiście laski zamiast ubrać się i zjeść śniadanie, przykleiły się znów do ekranów, i tak już drugi dzień nie można ich od nich oderwać, przez co wszystko teraz wygląda mniej więcej tak:

- Lu, jak chcesz, możesz zrobić naleśniki na śniadanie
- yyyy… no dooobra… ale…
- co, musiałabyś tablet wypuścić z rąk?
- noooo…

- czyja kolej na zmywarkę? Li?
- buuu.. chyba moja… a mogę później?
- ale już drugi dzień czekamy
- nooo dooobraa…

- laski, może tak się ubierzecie, odsłonicie okno i się ogarniecie?
- noo zaaaaraz… a właśnie, czekaj mamo, skąd wziąć e-booki do czytnika?

- Trole!
- zaaaaaraaaaaz – chórkiem, po czym słychać z pokoju tylko „ty idź! nie, ty! twoja kolej! no weeź idź ty!” ;)

Ale tak w domu cicho teraz, dziewczyny zgodnie wymieniają się odkryciami, grzeczne jak aniołki się zrobiły, i nawet udają, że są zainteresowane, kiedy w ramach przymusowej przerwy, na przykład ściągniemy je do salonu na rodzinny film..
Chociaż powoli zaczynają krążyć z zaproszeniami typu „pograsz ze mną w backgammona na tablecie”? ;)
Pytanie tylko, czy się nieco za nami w końcu stęskniły siedząc tak ciągle u siebie, czy nie mogą się dogadać na którym by grały razem ;)

by Nikki, z wciąż jeszcze świątecznymi pozdrowieniami :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Każdemu w ten świąteczny czas…

24 gru

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia, całym naszym szalonym Stadem, życzymy Wam:

Zdrowia – dla Was i Waszych bliskich
Szczęścia – w każdym wymiarze
Miłości – dojrzałej i wzajemnej
Bliskości - nie tylko w związkach
Rodzinnego ciepła i wsparcia – we wszystkim
Radości – otrzymywanej i dawanej
Przyjemności – we wszystkim co robicie
Przyjaźni – tych prawdziwych wyłącznie
Rozwagi – w każdej dziedzinie życia
Bezpieczeństwa – zarówno dla ciała jak i odczuwalnego
Marzeń – by mieć do czego dążyć
Szczerych ludzi wokół – nie tylko pochlebców
Mądrości – życiowej, a nie tej na papierkach wyłącznie
Uśmiechu – wokół Was i w Was samych
Odwagi – by żyć pełnią życia…

I tego, by Świat odpowiadał Wam w trójnasób na WSZYSTKO, co do niego wyślecie.
Zarówno w słowach, czynach jak i myślach.

Życzą Wam i Waszym bliskim:

Nikki, Jenn i oba Trole :)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kot na diecie

21 gru

- cholera! Kot! złaź ze mnie i przestań zachowywać się jak kot z Etiopii!
- a co to jest kot z Etiopii?
- no jak to? jak są głodne dzieci z Etiopii, to i koty też pewnie są tam zagłodzone.. o ile ich jeszcze nie zjedli..

by Nikki, kontra Kot na diecie, próbujący, przemocą i wzrokiem kota ze Shreka na raz, ukraść mi śniadanie

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jeszcze trochę a zdecydować będziemy mogli co najwyżej o tym, kiedy podlejemy kwiatki na parapecie…

20 gru

Wczoraj Unia „przyklepała” nowe przepisy, według których produkcja i sprzedaż papierosów typu slim, oraz smakowych, czyli również mentol, zostanie całkowicie zakazana.
Motywują to tym, że ponoć slim i mentol zachęcają do palenia bardziej niż „normalne” papierosy, i według nich, po tych zmianach wszyscy hurtowo będziemy rzucać palenie.
Jesteśmy w grupie, którą uderzy to najbardziej. Palimy obie, „slimy”, do tego ja miętowe. Jedną konkretną markę od lat. Robimy to w pełni świadomie, nigdy w domu, z pełną wiedzą na temat zdrowotnych konsekwencji.

No i właśnie. „zdrowotne konsekwencje”. Nasi drodzy „wybawcy” uważają, że płacą za dużo na leczenie następstw palenia. Według mnie kiepski argument, kiedy spojrzy się na to, że alkohol jest całkowicie legalny, w opakowaniach skrajnie atrakcyjnych, milionach smaków, dostępny wszędzie, ba, dopuszczalna jest nawet jazda po jego spożywaniu, a konsekwencje zdrowotne dużo bardziej popularne, od długofalowych jak marskość wątroby i zatrucia, po „bieżące” jak ofiary wypadków, pobić, gwałtów.
Byłyśmy niedawno zawieźć na ostry dyżur znajomego po wypadku [był trzeźwy, jechał do pracy]. Kolejka długa, ludzie w różnymi ostrymi stanami, czekający od 3-4 godzin średnio. A kto był wpuszczany w pierwszej kolejności? Na przykład dwóch pijanych którzy się pobili i przyjechali na oględziny do protokołu.
Kiedy dziewczyna się napije i zostanie zgwałcona, co jest mówione? „Piła, pewnie sama chciała ale nie pamięta”
Ba, skandalem na skalę ogólnoeuropejską jest to, że gdzieś ktoś „biedny” zatruł się przemycanym, skażonym alkoholem. Ściga się sprzedających, a żałuje biednych potrutych i leczy ich jak najbardziej troskliwie.
W polisach ubezpieczeniowych jest pytanie o palenie, ale nie ma o alkohol, a nawet kiedy jest, nie podwyższa to wysokości składek.
Kiedy lekarz usłyszy że palisz, odmawia często leczenia, albo robi to na odczepnego, o picie nikt nie pyta, chyba, że czekasz na przeszczep wątroby albo przepisane leki skrajnie się z nim gryzące.

W kółko słyszymy o biernych palaczach, nawet na zewnątrz, wszyscy czują się truci i zabijani dookoła, mimo, że nawet samochody i chemia w jedzeniu truje bardziej, ale o mało kto ma problem do tych, którzy po „lampce wina do obiadu” czy „dwóch piwkach” wsiadają do auta, nie wspominając o tych na kacu-mordercy, który nie daj e wskazania na alkomacie, a potrafi otępiać gorzej niż sam alkohol.
Ba, conajmniej raz w tygodniu czytam na stronach czy w prasie o _dobroczynnym_ wpływie alkoholu na zdrowie. A to „pij codziennie lampkę czerwonego wina na serce”, a to znów „naleweczka dobra na ciśnienie”, czy nawet „na nerki można dać DZIECKU pół szklaneczki piwa raz w tygodniu”. Mało tego, nie widziałam na słodyczach z alkoholem ostrzeżeń 18+ wielkimi znakami, a na mikołaja dzieci do szkoły przynoszą sobie nawzajem.. bombonierki z wiśniami w likierze, tak samo, jak nikt nie wymaga od metrowego smyka dowodu osobistego, kiedy kupuje takie czekoladki [a nawet cukierki z wódką!] w spożywczym!

Zapach? Dziś rano prawie zwymiotowałam w biedronce, kiedy weszłam między regały, gdzie dobrą chwilę wcześniej przeszły dwie MŁODE osoby po których pozostał smród przetrawionego alkoholu i wymiocin.

Pić można wszędzie, podobnie jak wymiotować, sikać, zataczać się, zaczepiać przechodniów, no, może nie oficjalnie pod nogi straży miejskiej.. Palić? tylko w miejscach wyznaczonych, a tych często brak tam, gdzie przebywa się po wiele godzin [lotniska, dworce, szpitale, i kwitnie przez to palenie po ubikacjach], a niech straż miejska zobaczy, że nie trafiła/e/ś „kiepem” do kosza! Mandat [nieważne, że rozłoży się w tydzień]. Nie traf puszką, butelką – co najwyżej „podnieś to i wyrzuć!”

Picie jest legalne i wspierane wszędzie. Palenie? Próbuje się go nawet zabronić we własnych mieszkaniach i samochodach.

Setki razy widziałam, jak podpite osobniki płci obojga biorą się za łby o cokolwiek, nawet „bo się popatrzył”, za to nigdy nie widziałam, by robili to palacze. Oni najczęściej integrują się „na dymku” i nawiązują pozytywne znajomości.
Palenie pomaga rozładować palaczowi napięcie, u osób pijących wzrasta poziom agresji.

Nawet w miejscach wyznaczonych do palenia trzeba stać, są to zwykle małe „akwaria” z kiepską wentylacją, do picia stwarza się dogodne warunki, nikt nie ma problemu z tym, że stłucze się szklanka, czy zniszczy loża kolorowym drinkiem. Posprząta się.

I ostatnio czytałam o PIERWSZYM wyroku skazującym pijanego pieszego, przez którego zginęło dwóch [trzeźwych] mężczyzn jadących samochodem. Pierwszym. Nie dodano do wyroku faktu, że po spowodowaniu wypadku uciekł z jego miejsca do domu, a gdyby nie kierowca tira, „okoliczności wypadku byłyby niewyjaśnione”, na 100% winny byłby kierowca, jego brawura i niedostosowanie prędkości/manewru do panujących warunków.

Nie to, bym miała coś przeciwko alkoholowi. Sama lubię wypić grzańca, a czasami nawet i zaszaleć z kamikadze, ba, nalewki mojej mamy to mistrzostwo świata i sama chcę zacząć takowe robić.

Po prostu wk****ło mnie niemiłosiernie to, że po raz kolejny piętnuje się osoby palące niemal tak, jak seryjnych zabójców, odbiera nam się prawo wyboru, ba, praktycznie delegalizuje się naszą [w diabły drogą i dającą polskiemu rządowi prawie 7 milionów zł, plus mnóstwo miejsc pracy dla Polaków] używkę, twierdząc, że to „dla naszego i ogółu dobra”. No, ale z tego, jak to zaargumentowano, ponoć pieniądze nie wydane na papierosy, wydam na inne sektory rynku, uwaga… OŻYWIAJĄC GOSPODARKĘ! tiaaa…

Cóż, kiedy już znikną z naszego rynku moje papierosy, gwarantuję, że będę skrajnie agresywna, również za kierownicą, moje dzieci będą miały pełne prawo mieć do mnie pretensje o zaniedbania, ponieważ, by nie drzeć się na nie, kiedy odbijają im hormony, będę musiała znaleźć inny sposób na krótką przerwę i zamiast wyjść przed dom na trzy minuty „na fajkę”, wyjdę „pobiegać” na pół godziny.

Zarobi przemysł farmaceutyczny [a stracą w związku z tym moje dzieci], kiedy pójdę kupić plasterki nikotynowe, 100zł TYGODNIOWO razy dwa, kolejne tyle na leki tonujące by nie lutnąć komuś na ulicy czy w urzędzie [albo próbującemu mi moralizować, że tak będzie dla mnie lepiej] i na żołądek, bo stres i nerwy odbiją mi się na nim jak zawsze [nie, i nie mam wrzodów od palenia, sprawdzone] do tego stopnia, że ląduję w szpitalu.

Do tego dodajmy jeszcze koszty leczenia, jakie będzie ponosić nasze drogie państwo na przymusowo rzucających palenie, ponieważ podniesione ciśnienie i zajadanie głodu nikotynowego zagwarantuje u znacznej części tychże problemy z krążeniem i nadwagą, nie wspominając o podniesionym poziomie agresji w społeczeństwie.
A wiecie o co na przykład ja jestem wkurzona? Nie, jeszcze nie o brak fajek, mam całą sztangę w szafce.
Nienawidzę, kiedy ktoś twierdzi, że lepiej wie co dla mnie dobre i narzuca mi to siłą, bo uważam, że walczyć powinno się argumentami a nie tylko jednym „bo ja jestem władza i już”.

Nie będę mieć co palić, moje auto będzie inwigilowane praktycznie wszędzie i będę bała się nawet wyprzedzić przekraczając prędkość o kilka km na h [ITD, kierowcy wiedzą o czym piszę], bo państwo określiło sobie, że każdy posiadacz prawa jazdy [nie, nie kierowca, posiadacz] powinien zapłacić w tym roku 2000zł mandatów, by wyrobić założone limity, zauważmy, że posiadacz prawka nie oznacza „kierowca”, nawet licząc tych, którzy jeżdżą raz w tygodniu [ale spokojnie, jeszcze trochę a nie będzie ludzi stać by jeździć], aby mieć prawa jak małżeństwo muszę płacić u notariusza dużo więcej, zaraz okaże się, że mogę tylko pić w tym kraju, a ja, cholera, piję tylko okazjonalnie, bo mało który alkohol lubię, i jestem aktywnym kierowcą.

Eh, idę zapalić, bo tak długiej i wściekłej notki nie wysmażyłam już daaawno.
No ale przynajmniej mam blog do wyrzucania frustracji [który też ostatnio mi przerobiono wbrew mojej woli i niszcząc nam nasz szablon]…

Dymek.
by Nikki

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

wszystko jest doskonale! :)

17 gru

Ok, jesteśmy Wam winne przeprosiny za tak nagłe zniknięcie, zwłaszcza w tak teoretycznie dramatycznym momencie. Powinnyśmy wpisać choć krótkie „jest ok”, ale ze szpitala wpadłyśmy wprost w wir nadrabiania życia i dzień za dniem nam uciekały.

Po pierwsze spieszymy donieść, że Li została przebadana i prześwietlona w każdym możliwym kierunku, i okazało się, że na szczęście nie ma przerzutów do łydki, a co więcej, przeszczep się udał doskonale, guz został oczyszczony doskonale i pole na krawędziach jest czyste od wzrostu tkanki, a co za tym idzie, możemy w końcu odetchnąć i wyłącznie kontrolować sytuację co parę tygodni a później miesięcy.
Tę rundę Li wygrała zdecydowanie.

Z pytań, które dostawałyśmy na ten temat:

- jak znalazłyśmy tak szybko dawcę? – nie musiałyśmy :) tkanka, tak zwane wióry kostne, pochodziły od martwego dawcy. Winne więc jesteśmy wielką wdzięczność komuś, kto za życia wyraził zgodę [i jego rodzinie też], na pobranie organów. Szczerze mówiąc, wcześniej nie miałam pojęcia, że pobiera się nawet kości! Jak większość laików w tym temacie sądziłam, że serce, płuca, nerki, wątroba, rogówki… tkanki miękkie, o których tyle się mówi wokół, że ludzie czekają na ich przeszczep, ale kości? Nie pomyślałabym nawet, że oddaje się kości, że mogą być komuś potrzebne..
- co to w końcu za guz? – nie wiemy, po trzech badaniach histopatologicznych mamy różne diagnozy, jak to ujął nasz onkolog „guzy nie zawsze chcą się wpasować w to, co o nich wiemy, i dać się jasno zdefiniować, i tak jest w tym wypadku”, ale ponieważ większość przypuszczeń i cech zgodnych oscyluje wokół zmian łagodnych [czyli dających ponad 75% pewności, że nie powinny dawać przerzutów ani nawrotów w przypadku poprawnego przeprowadzenia operacji], możemy powoli odetchnąć ze spokojem i optymistycznie patrzeć w przyszłość :)
- co dalej? – jak pisałam wyżej, nie wiemy do końca z powodu braku diagnozy, wracamy do normalności i.. mamy nadzieję, że to był pojedynczy incydent, co jakiś czas kontrolując sytuację po prostu.
- jak Li to zniosła? – bardzo dojrzale, spokojnie, grzecznie, funkcjonuje już prawie normalnie, żadnych strachów, traum, ani innych pozostałości.
- jak ze sprawnością jej ręki? – w większości już odzyskała kontrolę nad dłonią. zgina i prostuje palce, utrzymuje w dłoni zarówno cięższe jak i małe przedmioty, pisze, coraz rzadziej ma problemy z koordynacją, utrzymaniem chwytu dłużej czy dopasowaniem siły ucisku, czucie też ma praktycznie bez większych „błędów”.
wciąż musi uważać na przesilanie, bo inaczej, jak dziś, kończy się bólem, ale już nawet tłucze się z siostrą bez problemu ;)
- co z blizną? – rewelacja :) pomimo, że musimy ją gonić, przypominać, i z systematycznością jej pielęgnacji coraz częściej u niej na bakier, to kreska na końcach zregenerowała się do tego stopnia, że pośrodku zostało zaledwie parę centymetrów, które wcale nie rzucają się w oczy :)
- a co z łydką? – nic :) dokładne usg, łącznie z porównawczym nie wykazało żadnych nieprawidłowości, może to bóle wzrostowe, a może za niska podeszwa w nowych butach, albo jeszcze coś innego… ;) nie wiadomo, ale wiadomo, że nie musimy się niczym martwić :)
- jak podejście lekarzy, personelu do nas, jako pary jednopłciowej? – normalnie ;) bez problemów ani przy papierologii, ani przy tym, jak siedziałyśmy z nią w szpitalach, nie było mnie, Jenn traktowano normalnie jak rodzica :)

więcej w sumie nie pamiętam ;) jak coś Wam przyjdzie do głów, pytajcie :)

dziękujemy Wam wszystkim, i każdemu z osobna, zarówno za wsparcie, słowa otuchy, modlitwy, a i często pomoc namacalną.

by Nikki

ps.: notek też powinnam nadrobić conajmniej kilkanaście ;)

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • Facebook