RSS
 

Archiwum - Listopad, 2012

quick ;)

20 lis

Dziś rano byłyśmy z Li na kontroli.. jutro rano kładziemy się do szpitala na szczegółowe badania, ale bez paniki, tylko dokładna radiologia ręki i profilaktyczne sprawdzenie nogi :)

Jenn, jak większość Was dzisiaj, walczy o swój profil na kk..

Muszę zapisywać perełki i wydarzenia na bieżąco, bo inaczej umykają…

Dziś krótko i treściwie, ale daję też znać, że dalej jesteśmy w przestrzeni netowej, a blog działa ;)

by Nikki

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Armagedony i wielkie ucieczki ;)

17 lis

- mamo….nie wiem jak to powiedzieć… wiesz, siedziałam z Hakerem sobie i… yy…nooo…
- cholera, kochanie, czy wąż uciekł?
- no.. poszedł sobie po prostu..
- dziecko, przecież czas ucieka! ile temu?
- nooo z pięć minut? – pobiegłam do pokoju młodych szukać uciekiniera i zaczęłyśmy systematyczne sprawdzanie, miejsce po miejscu, wszelkich możliwych miejsc, gdzie maszkaron mógł się wcisnąć. W międzyczasie wróciła Jenn i dołączyła do poszukiwań
- jest! pod szafą! – zakrzyknęła nagle. kurcze, miałam nadzieję, że to jedno miejsce nam się upiecze, bo wielka szafa z nadstawką, wypakowana po brzegi i jeszcze u góry zastawiona sprzętem narciarskim nie rokowała dobrze co do jeżdżenia nią po tępej wykładzinie.
No cóż, po zdjęciu przynajmniej mniej stabilnych i grożących upadkiem nam na głowy kasków, zaczęłyśmy mozolnie, centymetr po centymetrze odsuwać mebel uważając, by nie uszkodzić uciekiniera.
Po półgodzinnej akcji gadzina wróciła do terrarium, a my do swoich zajęć.

Za to Lu ostatnio przechodzi bardzo agresywne wchodzenie w wiek dojrzewania. Armagedony, jakie nam funduje przechodzą granice cierpliwości i wyrozumiałości, które mamy. Później następuje rozmowa, przeprosiny i dzień spokoju przed następną sceną o byle co w natężeniu wartym duuużo, dużo większej sprawy.
Ciężkie to. A ona ma dopiero 12 lat. Jeszcze duuuużo przed nami, i będzie coraz gorzej..
No cóż, za dwadzieścia parę lat usiądę sobie w kącie jej domu, i w odpowiednim momencie stwierdzę tylko:
- byłaś dokładnie taka sama jak nie gorsza. Teraz już wiesz. dłuuugo czekałam, ale mówiłam Ci kiedyś, że ja cierpliwa jestem jak diabli. To własnie jest karma, doznaj swojego charakteru na swojej skórze.

Dwadzieścia parę lat… Poczekam, doczekam, zawsze to jakiś cel a zemsta jest słodka ;)

by Nikki

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Sprzedałyśmy „dziecko”, kto przygarnie drugie?

12 lis

Od dłuższego czasu próbowałyśmy „powysprzedawać” naszą dziką młodzież kocią, o której pisałam parę notek temu.
Na Junior, słodką czarnulkę skusiła się Sis, przyjaciółka domu [a moja od grubo ponad ćwierćwiecza]. W sumie trwała całość trzy tygodnie, i straciłyśmy nadzieję, że młoda pójdzie do dobrego domu, wręcz ze smutkiem myślałyśmy o tym, że na wiosnę dopadnie ją jakiś wioskowy kocur, i zmarnieje nam przybłęda, aż dziś rano zadzwoniła Sis z decyzją:
- dziewczyny, tak sobie pomyślałam, że dzisiaj przyjadę po tego juniora po pracy i wezmę go na próbę.
- Sis, tak nie można, to jest zwierzę, nie możesz wziąć jej na próbę, dać zasmakować ciepłego domu, a później co?
- nie no! no wiem! no wezmę i zobaczymy jak się dogadamy. no przecież że nie chcę go później wywalać.

Uspokojone, cały dzień pilnowałyśmy, żeby Junior nie oddalała się zanadto, za każdym wyjściem na papierosa podkarmiając ją tylko po parę chrupek na raz ;)
Po południu przyjechała Sis, więc złapałyśmy młodą, wpakowałyśmy w transporter, doposażyłyśmy dziewczyny w kuwetę, która walała nam się gdzieś po strychu i garść rad, i pojechały w siną dal.
Kiedy dzwoniłam z godzinę po tym jak dotarły na miejsce, Junior wciąż jeszcze przerażona zwiedzała nowy przybytek, ale przed chwilą dostałam już raport o szczęśliwym, wykąpanym i wygłaskanym kocie śpiącym radośnie w swoim nowym domu.

I cieszę się baaaardzo.
Wiem, że Juniorka poszła w bardzo dobre i kochające ręce, a jako kot z potencjałem rozkocha dziewczyny w sobie błyskawicznie, i zimę, a i resztę swoich kocich lat, spędzi jako szczęśliwe, zapasione, rozpieszczone Futro mruczące na kanapie, łaskawie pozwalając się smyrać za uszkami i rozpieszczać smakoszkami.

Został nam Tiger.
Przesłodki pluszak rasy Dachus Pospolitus, beżowy w pręgi, o mięciusim futrze i charakterze nieufnym do obcych, ale dla tych, którym zaufa, po prostu przecudnym. Mruczący, łaszący się do rąk, o prześlicznych oczkach.
Może znacie jakiś naprawdę dobry dom, odpowiedzialną rodzinę we Wrocławiu lub nieopodal, bez malutkich dzieci, gdzie brakuje kochającego Futra na kanapie?
My nie możemy sobie pozwolić na pełne zaadoptowanie go niestety, zima idzie sroga, a od paru godzin Tigi zagląda nam do domu sprawdzając, czy skoro Junior została wniesiona do środka i nie wychodzi, to dla niego też znajdzie się miejsce… Nauczony jest jeść wszystko, również suchą karmę [nie zawsze zostają nam resztki z obiadu, to kupiłyśmy dla podwórkowców suche], trochę kicha, ale co się dziwić kiedy noce zimne i mokre, a on śpi w kudłatym dywanie na wprost naszych drzwi zamiast, jak inne podwórkowce, poszukać w okolicy jakiejś obory czy chlewni…
I jest bardzo inteligentny. Uczy się błyskawicznie, potrafi sobie zaskarbić serce za miskę karmy i głaskanie…
Naprawdę, gdybyśmy mogły, osobiście przygarnęłabym go bez drgnięcia powieką…

Pozdrawiamy z Trolowiska, w którym dziś królowały awantury między młodymi o flet..
Głowa mi pęka.

by Nikki

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Bo zaradną trzeba być i basta!

07 lis

Nasi mechanicy od aut, już od dawna wychodzą z założenia, że my to jakieś „inne” jesteśmy, bo przywozimy auta, ciasta i siedzimy im nad głowami, mówiąc co, jak i gdzie, albo wręcz robimy same, zamiast, jak prawdziwe kobiety, lamentować i biegać dookoła.
Normą jest dla nich, że same znajdujemy części, zamienniki, o których nie mają pojęcia, że takie można, że sporo naprawiamy same… ba, potrafią wręczyć nam tubkę mazi i stwierdzić „dacie sobie radę, to nie wymaga siły czy specjalistycznych narzędzi” ;)
Więc, kiedy nawaliło nam dmuchanie w aucie, jak zwykle, stwierdziłyśmy, że najpierw znajdziemy same problem.
Najpierw Jenn zamontowała się w necie i pod deską rozdzielczą z miernikiem. Po sprawdzeniu, że prąd dochodzi aż do silnika nawiewów, a napięcia są prawidłowo zmienne, padło na to, że nawalił silnik, albo mała część kosztująca fortunę. A ponieważ nie lubimy wydawać fortuny na małe części, w których teoretycznie nie ma się co zepsuć, a i spalenizny nigdzie czuć nie było, wyszło na to, że po raz kolejny będzie trzeba otworzyć butelkę wina [jak w lipcu, przy naprawianiu wycieraczek, czytający uważnie kojarzą ;) ], kupić smar przewodzący i zregenerować silnik z turbiną. Po paru testach ze „spinaniem na krótko” niestety byłyśmy już u skraju wersji „o w mordę, to ile ten silnik kosztuje?”, ale w efekcie końcowym, kosztem zaledwie parogodzinnego marznięcia [i tu ukłon w stronę odpornej na zimno Jenn, która dzielnie przeleżała pół dnia w rozkręconym aucie, a i tak dziś miałczała, że nie wiedziała o istnieniu mięśni na żebrach], i mojego złamanego paznokcia [grrr] mamy znów cieplutką wichurę w aucie :)
I znowu nasze kochane Mechy będą się nami chwalić przed kolegami ;)

Podobnie parę dni temu ubaw miałyśmy z dwóch facetów, którzy przywieźli nam zamrażarkę.. Ich miny po wejściu do kuchni były BEZCENNE. Ale co się dziwić, skoro cała podłoga zasłana była skrzynkami z narzędziami, drzwiami od lodówki i zamrażalnika, panel sterowania urządzenia ział brakiem osłony i sterczącymi kabelkami, a pośród tego wszystkiego i ton jedzenia stały sobie beztrosko dwie baby :)
A ja po prostu, myjąc lodówkę, doszłam do wniosku, że denerwuje mnie niesprawne sterowanie. Do rozbebeszenia panelu musiałam zdjąć drzwi. Jak już je zdjęłyśmy to postanowiłyśmy w końcu [po latach niewygody] zamienić ich stronę, a później okazało się, że jednak nie wszystkie części są przekładalne, i w ten cały bajzel wpadli rzeczeni panowie.

- i panie to tak same?
- no oczywiście!

Też to lubicie? Stoi przed Wami jak słup soli taki rosły „fizyczny” i patrzy wielkimi oczami na wkrętarkę w Waszych delikatnych dłoniach z pomalowanymi pazurkami z miną „świat stanął na głowie” ;)

Koniec końców zrobiłyśmy sobie brakujące tulejki z kołków montażowych, z opakowania po kolczykach zrobiłam podpórkę do wkurzającego mnie sterownika, który wpadał co rusz w panel, doregulowałam resztę i
zmontowałyśmy całość na nową stronę.
Naprawiłam też przy okazji światło, którego nie było w tej lodówce odkąd pamiętam ze względu na konieczność rozmontowania połowy sufitu.
Nie obyło się też bez śmiechu, kiedy okazało się, że uszczelki nie chciały się wpasować a drzwi nie dociskały wyłącznika światła. Wyregulowanie tych rzeczy wymagało… etam, co będę tłumaczyć, napiszę tylko, że mam fotkę Jenn siedzącej w lodówce, Jenn zamkniętej w lodówce, i naocznego świadka, że po zamknięciu tejże światło gaśnie ;)
Mam też fotkę kota w zamrażalniku, ale to raczej była inspekcja prac a nie pomoc ;)

Muszę kiedyś w końcu skompletować album naszych szurniętych fotek ;) Będzie się z czego śmiać na starość ;)

by Nikki

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i oby tak częściej :)

04 lis

Oj, jak mi dzisiaj dobrze :)
Wczoraj wieczorem liczne towarzystwo do „resetu”, którego po ostatnich tygodniach zdecydowanie w końcu potrzebowałyśmy, dziś słodkie lenistwo „pidżamowe” [uzupełniane słodkościami, i to nie tylko mojego wypieku :)] i nawet kac nie dręczył ;)
A na obiad pałaszowałyśmy przepyszne flądry [też nam goście wczoraj przytargali, a ja dziś w trybie przyspieszonym uczyłam się je sprawiać] z masełkiem koperkowym i frytami własnej produkcji.. Jeszcze tylko zaparzy się wieczorna herbatka, i… oj jak mi brakowało takiego błogiego stanu tam w środku i wypoczęcia, i nie myślenia ;) Takiego, w którym największym problemem w danej chwili jest to, że chciałabym położyć głowę na kolanach swojej kobietki, ale ona ma na nich właśnie laptopa… straszny taki problem, prawda? ;) i takich właśnie wieczorów i Wam, nasi czytelnicy, życzę.
[chyba, że wolicie inaczej? ;)]

by Nikki

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Miłość to tylko reakcja chemiczna..

03 lis

[to miał być komentarz do „a kiedy w końcu[...]„, ale wyszła notka ;)]

Dziewczyny, dziękujemy :-*
Kryzys jaki nas dotknął, owszem, był dla nas zaskoczeniem, chociaż wiemy, że jesteśmy w „grupie podwyższonego ryzyka”. Siedem lat razem, ciężkie przeżycia skumulowane w bardzo krótkim czasie, problemy, które nawarstwiły się wszystkie na raz i niemal patowa sytuacja zaklętego koła, które do cna wyssało z nas wszystko. Energię, finanse, wiarę i siły. Oraz totalny brak czasu na pielęgnowanie związku w powiązaniu z rozbiciem rodziny pomiędzy dwa domy, dwa szpitale i totalny brak czasu na wszystko, włącznie ze snem czy normalnym posiłkiem przy rodzinnym stole.

Mamy też świadomość, że coś takiego nie rozwiązuje się w parę godzin dyskusji, ale wiemy również, że takie problemy są dobrym podkładem do tego, by związek wzrastał, ponieważ wychodzą wtedy rzeczy, o których same nawet nie wiedziałyśmy, że nas drażnią, i można zacząć nad nimi pracować.
Taką pracę podjęłyśmy właśnie my, i mamy nadzieję, że wkrótce przyniesie nam efekty w postaci jeszcze bardziej ugruntowanej wzajemnej miłości.

Przypomniało mi się też, czytając Wasze wpisy, coś, co długo próbowałam wytłumaczyć Jenn, a ona tego nie chciała zrozumieć..
[dla ścisłości przypomnę, jestem bio-chem z wykształcenia, i swego czasu niezmiernie fascynowały mnie procesy zachodzące w organizmie ;)]

Miłość to tak naprawdę tylko reakcja chemiczna w mózgu ;) służy ona połączeniu dwojga ludzi i wzbudzeniu chęci pielęgnowania tego wspaniałego endorfinowego stanu, wyzwala budowanie się emocji i zależności, oraz chęci sprawiania drugiej osobie przyjemności, oraz czerpania jej z tego, i przede wszystkim… oślepia i zwiększa tolerancję na wiele rzeczy.
Pobudza również pociąg seksualny w celu przedłużenia gatunku.
To jest etap tak zwanej fascynacji.
Wygasa po kilku miesiącach, kiedy, z biologicznego punktu widzenia, powinno dojść skutecznie do zapłodnienia, lub, według natury, osobniki są zbyt niekompatybilne a ich próby nie dają rezultatów. Niezależnie od efektu, osobnik męski w tym momencie zaczyna odczuwać potrzebę szukania kolejnej partnerki w celu rozsiewania genów. Przykro mi, ludzie nie są monogamistami z punktu biologicznego, jednak ze względu na długość ciąży i czasu potrzebnego do odchowania młodych, procesy te są przedłużane i pobudzane, kiedy do ciąży dojdzie. Wtedy uruchamiają się instynkty rodzicielskie, jak u pielęgnic ;)

Jeżeli jednak ta biologiczna „manipulacja” natury jest odpowiednio i świadomie podtrzymywana, i podparta szczerością, obustronną pracą i chęciami, przekształca się w stan długotrwały, a co za tym idzie, monogamiczny [to taki egoistyczny narkotyk dla mózgu, nie lubi konkurencji i ma określony skład dopasowany do konkretnego zestawu chemicznego feromonów osoby, w której się zakochujemy ;)].

Mózg jednak przyzwyczaja się do określonych dawek endorfin, i jak narkoman, łaknie z czasem więcej i więcej. I wtedy następuje jedna z dwóch reakcji: albo para robi coś, co powoduje dodatkowy wyrzut hormonu [na przykład romantyczny wyjazd, dziecko, jakiś wspólny projekt, który zbliża], albo.. następuje kryzys, który jest jak gwałtowne odstawienie.
U jednych zadziała jak odwyk, i związek się rozpada [jedno- albo obopólnie], albo głodny mózg skłania nas do wzmożonej pracy w celu go otrzymania, drogą, którą zna, na której ma przetarte szlaki, o której ma wiedzę.
I nie jest to pójście na łatwiznę, tylko kolejna, fantastyczna sztuczka natury, która pozwala być nam szczęśliwymi. Która selekcjonuje za nas, by ułatwić nam tak naprawdę wiele spraw.

Oczywiście. Nikt nie jest nieomylny, żaden system nie jest bez luk, a brak ewolucji to degradacja.
Są kobiety bez instynktu macierzyńskiego, są mężczyźni, którzy w rodzicielstwie sprawdzają się po mistrzowsku, są samotni rodzice i szczęśliwe bezdzietne związki „jak łabędzie, czyli jedno na całe życie”.
Jesteśmy my, osoby, które kochają się i pragną fizycznie, mimo tego, że są tej samej płci.
A do tego wszystkiego, mamy jeszcze wolę, marzenia i.. to, że potrafimy się naturze sprzeciwiać ;)

I mimo, iż wiem, że wiele osób [jak moja kobietka] nie zgodzi się z tym, stwierdzi, że to „takie bezduszne, nieromantyczne, i po co w takim razie być razem”, to ja osobiście uważam, że natura nie ma duszy, myśli czy romantyzmu w sobie, za to, to właśnie ona tworzy największe cuda świata, najpiękniejsze widoki, sprawiła, że istniejemy, i dzięki niej dane jest nam doznawać tak niesamowitych emocji jak MIŁOŚĆ.

Wystarczy tylko, zamiast na siłę idealizować, zrozumieć pewne rzeczy, i nauczyć się z nich świadomie czerpać ;) wtedy wszystko staje się proste, i możemy być po prostu SZCZĘŚLIWI…

by Nikki, u której „odwyk” znowu nie wyszedł ;)

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

o włos, a byłoby przedwcześnie..

03 lis

- nie wstawiaj lepiej tej notki
- dlaczego?
- nie wstawiaj jeszcze… – stwierdziła Jenn, kiedy wpisywałam dzień po poprzedniej, że już dochodzimy do normy, że nie musicie się martwić. I faktycznie, przeczucie jej nie zwiodło, chwilę później znów trzaskały u nas gromy. Tym razem jednak zacięłyśmy się i czując, że jesteśmy obie na krawędzi wytrzymałości, przedyskutowałyśmy wszelkie kwestie, które były na ten moment dla nas nawzajem drażliwe. Ja wróciłam do sypialni, Jenn odpuściła z tonu, a Trole już na początku tygodnia zapowiedziałam mamie na weekend z przedłużeniem.
Każdego dnia pokonywałyśmy kolejne tematy, tym razem na spokojnie, skupiając się nie na emocjach wynikających z chwili, a na tych, które wciąż opierały się o głębokie fundamenty wspólnych lat i uczuć. Weekend spędziłyśmy, jak na każdą młodą, i aktualnie bezdzietną, parę przystało, nadrabiając parodniowe braki ;)
Do naszej jaskini powrócił spokój..

Halloween w tym roku po raz pierwszy zaznaczyłyśmy bez hucznej imprezy, spędzając wieczór tylko z.. czytelniczką naszego bloga, którą pozdrawiamy tu teraz serdecznie :)

A jutro mamy najazd mnóstwa znajomych, więc uciekamy powoli spać..
Chciałam tylko dać jeszcze znać, że jest już dobrze, i podziękować wszystkim za słowa wsparcia i otuchy w tym ciężkim dla nas czasie.
I przy okazji, wyniki trzeciego hist-patu Li powinny być na dniach. Trzymajcie kciuki, by w końcu padła diagnoza. Jeszcze tego tylko nam trzeba, byśmy mogły powiedzieć, że wszystko wychodzi na prostą.

Pozdrawiamy ciepło z Trolowiska.

by Nikki.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • Facebook