RSS
 

Archiwum - Marzec, 2008

„Listonosz zawsze dzwoni dwa razy”

18 mar

Lu i Li grzebią Jenn w komputrze, otwarty jakiś babski portal.
Lu czyta tytuły paneli:
„wiosenne opowieści, świątecznie, urok wiosny, bielizna damska..”
na ostatnie Li reaguje gwałtownie:
- bleee!!!
- no co ty! jakie ble! ty też będziesz kiedyś taką nosić!
- no jak to?
- no jak będziesz kobietą to sie nosi bieliznę damską.. majtki i..
- wiem!! listonosz!!
- nie, nie listonosz tylko stanik. to ładniej brzmi.
- ja tam wolę listonosz majtki mają ładnie leżeć na pupie a listonosz na piersiach…

ciągu dalszego nie było, bo spadłam pod stół ze śmiechu słuchając i wyobrażając to sobie… ;)

by Nikki

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

złego licho nie bierze ;)

18 mar

Czas płynie..
prawie miesiac już jesteśmy na nowym miejscu.
Trole dosyć szybko odnalazły sie w nowych realiach.
my też.

działo sie sporo.

na dzień dobry wszyscy nowi sąsiedzi ostrzegali nas przed „klatkowymi terrorystami” ;) mieszkającymi nad nami i dwa dni później przeszłyśmy z nimi wojnę na temat palenia i wolności osobistej.. cóż.. w obliczu groźby jaką usłyszałyśmy na temat „wojny podjazdowej” która bedzie nam wytoczona, jesteśmy w stałej gotowości, na razie rozgrywka wynosi 1:1 – sąsiad nam przyniósł otwartą naszą korespondencję, w tym rachunki, a my urządziłyśmy sobie karaoke a’capella na dwa głosy szlagieru „Jolka Jolka” specjalnie dla kłótliwej sąsiadki, od tamtej pory cisza..

 dobrze poznałyśmy niedaleką lecznicę weterynaryjną, bo Metri złapała na głowie jakąś bakterię rozpuszczającą kości, ale oczywiście nie pozwoliłyśmy jej uśpić.. grzebaliście kiedyś wacikiem z jakby kwasem zwierzęciu w głębokiej dziurze w czaszce zastanawiając się, czy to jeszcze kość, czy już mózg??
nie polecam.
ale najważniejsze, Metri żyje, ma sie dobrze, nawet nie wygląda już tak strasznie a wetka podsumowała całość stwierdzeniem, że sie naszemu królikowi chyba pomyliło z kotem pod kątem ilości żyć, ale i tak limit już mocno nadwyrężony ;)

ogólnie już wrosłyśmy chyba nieco w okoliczny krajobraz, bo jak się okazuje, „wszyscy nas znają, wiedzą, gdzie mieszkamy i kim jesteśmy”.. hmm.. śmiać sie czy płakać? ;)
ale jak dotąd unikają nas tylko dwie, mieszkające razem dziewczyny z góry, a szkoda, bo ta którą poznałam strasznie sympatyczna jest i mamy podobne pasje, wiek.. cóż.. znów lepszy kontakt mamy z resztą sąsiadów, zwłaszcza tymi dzieciatymi ;) i panią sprzątającą, którą poznałam po tym jak awanturnicza sąsiadka z góry dała sie jej ostro w kość ;)

Lu chodzi do szkoły. ma grono nowych kolegów i koleżanek, oraz wzloty i upadki [z sinusoidą mniej więcej dwudniową] z nowym chłopakiem.
okazało sie, że mimo mojej początkowej paniki „yyy… ale o co chodzi, nie jestem dobra w te klocki”, poradziłam sobie całkiem nieźle w pogadanką kiedy wróciła do domu wyjąc jak syrena, ze delikwent właśnie ją rzucił dla innej ;)
delikwent na drugi dzień zrobił big commeback, a wczoraj podobno nawiał znów.. ehh.. ci faceci…

Li też udało nam sie po długich debatach z dyrektorką, umieścić w szkole, wiec nasza mała uczennica dumnie z tornistrem wędruje co dzień, odrabia lekcje i zdobywa nowe grono przyjaciół :) ma nowego chłopaka, tylko on jeszcze chyba o tym nie wie ;) znaczy kolejnego, bo pierwszy dostał kosza po dwóch dniach.

mieszkamy nadal na pudłach i workach, z braku szaf i regałów.
przez pięć dni nie miałyśmy ogrzewania i ciepłej wody, bo wysiadł piec.. oj, to była jazda bez trzymanki ;)
śmigałyśmy po domu z jednym olejakiem, ale z racji wysokości pomieszczeń [stara kamienica] było to bardziej w celu działania na psychikę ;)

Trole mają fajny duży pokój, a od niedzieli… własny komputer – prezent od dziadków, wujka i „pseudobratowej” :)
chwilowo kłótnie z
„a ona mnie bije! nieprawda! bo ona rzuciła moim pony! nieprawda! bo ona się na mnie popatrzyła!”
przeszły w:
„a ona siedzi na komputerze o minutę za długo! nieprawda! ona też siedzi bo patrzy mi przez ramię! nie prawda! bo ona źle powtarza słówka! nieprawda! bo ja chcę matematyke! nieprawda! ona włączyła bajkę zamiast gry! nieprawda! maaamoooo zawiesił się bo ona dotykała stolika!!”

miałyśmy też nocne spotkanie ze strażakami wiszącymi nam na dzwonku o 2 w nocy..
na szczęście po godzinnej akcji poszukiwania ognia skończyło się na strachu, parodniowym wietrzeniu klatki schodowej i,, wdzięczności dla awanturniczej sąsiadki z góry za czujność oraz zareagowanie na dym.
wdzięczność pewnie z naszej strony i pozostającą miedzy nami, bo kobieta zamiast takowej wolałaby by wszyscy w klatce rzucili palenie, bo jej „dym przez ściany przechodzi” [przez trzy kondygnacje, jak to nam sąsiadka z [samej góry relacjonowała ;)] bo oczywiścei wywołanie pożaru zostało natychmiast przez nią podpięte pod „zagrożenie pożarowe  przez palenie papierosów”

nerwy, przeprowadzka, brak stabilizacji i zaczynanie wszystkiego od nowa odbiło się też niestety na nas.. kumulacja, mimo, ze spokojna, postawiła między nami zapytanie „co dalej i czy dalej”.. na szczęście kryzys ten pozwolił nam przedyskutować sobie pewne sprawy z obu stron i „dalej” trwa w poprawionej wersji :)

to tak w skrócie.. wyrywkowo ogólne fakty..
poza faktami oczywiście nasza codzienność, rodzina, wieczorne wyprawy na karmienie łabędzi, lekcje, hobby, praca i zabawa..

nasz mały świat budowany w kolejnym miejscu na niezmiennych fundamentach miłości..

aha, a ja teraz mam duuuży stół do scrapowania i jestem taaaka szczęśliwa ;)

by Nikki

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • Facebook