RSS
 

Archiwum - Maj, 2007

welcome home :)

29 maj

dawno nas tu nie było, a to z racji tego, ze miałyśmy czas niesamowicie zaabsorbowany nowym.. domownikiem :)

[Kas, nie mów nic mamie jeszcze, bo mi łepek ukręci ;)]

w każdym razie, chcę Wam przedstawić..
[werble poproszę]

Boriasza :)

dsc088071tz8.jpgdsc089341jm5.jpg

 
Komentarze (17)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

zchemizowana ciocia ;)

23 maj

Lex wpadł odwiedzić dzieci.
jak zwykle przytachał reklamówkę słodyczy [chociaż muszę w tym miejscu pochwalić że wśród nich znalazły się w końcu też te "bardziej tolerowane": chrupki, popcorn, paluszki.. :)]
wysypał wszystko u Troli w pokoju dziewczynki zrobiły przegląd i nagle z dziką radością pobiegły do Jenn wołając:

- ciocia! ciocia!!! to dla Ciebie!! CHEMIA dla ciebie!!

cóż się okazało?? Trole przygalopowały z paczką żelek w kształcie.. butelek coca-coli :D
sprytne maluchy, wiedzą że cola to „ta wstrętna chemia” ale Jenn ma do niej wielką słabość ;)
oczywiście nie omieszkały przy okazji walnąć dorosłym mówki o zdrowym odżywianiu
:D:D:D:D LOL :D:D:D:D:D

by Nikki

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

pytanie za 100 punktów :)

20 maj

przeczytałam dzisiaj, że ponoć „skończyłyśmy się” :D:D:D
nie wiem w jakim kontekście mam to odbierać. nic mi nie wiadomo o jakimkolwiek końcu, a co dopiero o „skończeniu się”… :D

dlatego mam prośbę.. moze ktos potrafi to przetłumaczyć?:)
co znaczy, że skończyłyśmy się? :D

pozdrawiam upalnie wciąż ku nieuciesze nielicznych, z Gdańska ;)

Jenn

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

biedroneczki są w kropeczki.. ;)

11 maj

chociaż masze wyglądają bardziej jak muchomory zakropkowane na biało pudrem w płynie ;)
a właściwie to jedna, Lu, bo Li jakoś niezabardzo póki co wysypała ta ospa, pojedyńcze kropki tylko.

jednak ciekawym bardzo jest to, ze Lu ospę już.. przechodziła. jak miała dwa latka, byłyśmy wtedy w szpitalu i tam podłapała..
ale lekarka twierdzi, że bardzo bardzo rzadko, ale się zdaża, więc chorujemy sobie..

no cóż, lepiej teraz niż później.

gorzej, ze wyjaśnij teraz dziecku dlaczego przez dwa tygodnie nie może wychodzić.
Li co chwilę przybiega i pyta o spacer z psem..

- to ja Ci chociaż psa na smycz przypnę, dobrze??

by Nikki

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

szczyt optymizmu adaptacyjnego ;)

05 maj

rozmowa Lu i Li przy śniadaniu:

- Li, a co by było gdyby cały świat był zielony?? [Li bardzo nie lubi koloru zielonego ;) - przyp.red.]
- co to znaczy że byłby cały zielony?? chleb też byłby zielony??
- tak, i wszystko wszystko
- i moje zabawki i niebo i Ty??
- tak, no mówię, ze cały byłby wyłacznie zielony! i chleb i mleko i Twoje króliki i ubrania..
- hmmm.. to bym polubiła kolor zielony!! :D

by Nikki

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

ogłoszenie ;)

04 maj

odkupię od cygańskiego króla hacjendę..

ma być [piszę ze słuchu, trudno nadążyć, wybaczcie drobne braki jeśli o czymś zapomnę]:
biała, duża, ma mieć okrągły podjazd wokół fontanny na pieniążki przed wejściem, miedzy trawniczkami, za bramą na pilota [coby limuzyna dobrze wygladała], musi mieć daszek nad wejściem na dwóch kolumnach i zaokrąglone schody do wejścia.
drzwi podwójne, brązowe ze złotymi szybkami i ładnym dzwonkiem co robi „ding-dong-dong”.
za drzwiami mają być schody z których widać telewizor [nie mam pojęcia dokąd, ale to nieważne], dalej trzy półokrągłe schodki w dół do salonu z kolumną, wieeelką na środku, z salonu ma się przechodzić do kuchni i dalej, plus na schody na górę.
aha, nowe wytyczne. schody koło drzwi mają być donikąd. ma tam stać stojak na płaszcze i parasolki. po prawej stronie!
całkiem na dole [chyba w piwnicy] ma być sauna, siłownia i sala bilardowa.
za domem basen.
sufit ma być wysoko, coby zmieścił się olbrzymi żyradol i choinka na święta. po lewej stronie salonu skierowanego na lewo, zamiast choinki latem ma stać bujany fotel.
na prawo w salonie przerwa z kolumną, za którą kuchnia z kuchni wyjście na taras z basenem. za kuchnią jadalnia. bez kolumn.
nie wiem gdzie, ale na pewno za szafą pod schodami ma być pokój gościnny i gabinet.
w fontannie ma stać pani „o tak o”, czyli porozrzucane ramiona w przód, górę i w tył dół. drzewka. nie wiem gdzie, ale brakujące najwyżej dosadzę. i dużo latarenek [znaczy się ma być dobrze oświetlone] i kamery.
mają po rezydencji chodzić panie w krótkich fartuszkach bez staników [to element wystroju chyba pode mnie, coby mnie ugłaskać ;)] i całość ma wygladać jak w telenoweli brazylijskiej.

nadmienić jednak muszę, że nie mam pojęcia jak wyglada telenowela brazylijska, więc wybór będzie zatwierdzać moja kobietka, która to też właśnie sobie bezdyskusyjnie nasze nowe lokum wymarzyła i zażyczyła.
[ja zatwierdzę cenę, oraz fartuszki i ich zawartość - to ostatnie wizualnie tylko rzecz jasna ;)]

nie wiem też, czy limuzyna ma być w komplecie, ale z tonu mojej żonki wynika, że tak.

poważne fotooferty na maila poproszę.

by Nikki znad zdeptanych projektów prostego, nowoczesnego a jednocześnie sielankowego domku z ogródkiem ;)

ps.: Kochanie, mówiłam Ci, ze Cię kocham pomimo wszystko i że pięknie wygladasz taka rozczochrana i rozemocjonowana kiedy opowiadasz co chcesz?? ;)
i że doceniam „osłodę” w postaci „fartuszków” ;) cieszę sie, że zawsze bierzesz mnie pod uwagę i wiesz jak mi wynagrodzić ustępstwa ;)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

[nad]morskie opowieści..

02 maj

człowiek całe życie się uczy [i głupi umiera ;)]
dotyczy to chyba zwłaszcza natury drugiej osoby..

Jenn, bez większych komplikacji pozostawiła swoje dawne życie, rodzinne strony, by zamieszkać ze mną. kiedy zadecydowałam, że znikam i wyprowadzam się nad morze, postanowiła też się przenieść, mimo, że zadecydowałam o tym, kiedy była we Francji, po tym, jak z Nią teoretycznie zerwałam.. przeszłyśmy razem niejedno a Ona wspaniale adaptowała się do każdej sytuacji, mimo, że życie ze mną przypomina czasem jazdę na świrniętym ośle.. cisza i spokój, nuda wręcz, a nagle nie wiesz gdzie jesteś, dokąd dążysz i co będzie dalej.

a tu nagle dowiaduję się że.. moja kochana kobietka ma poważny problem nawet z meblem przesuniętym na drugi koniec pokoju a co dopiero z czymś takim jak przeprowadzka na drugi koniec kraju..
że przysparza Jej to lęków, dylematów i rozstroju żołądka i potrzebuje paru miesięcy nawet, by się zaadaptować..

i tu mamy poważny problem..
ja projektuję nasz przyszły dom tak, bym mogła zmieniać ustawienia mebli i całokształt najlepiej co tydzień, a Ona szuka rozwiazań „nieruszalnych”, ja odsuwam termin osiadania w jednym miejscu a Ona marzy o ścianach wokół siebie z wypisanym wielkimi literami „FOREVER”, ja potrafię wyjść z domu z dziećmi, kartą kredytową i wylądować gdziekolwiek mnie oczy i chwila poniosą, Ona potrzebuje mieć na dwa tygodnie wcześniej dokładny plan, listę wszystkiego i spakowane walizki plus czas na nastawienie się psychiczne.
ja gdziekolwiek się znajdę, odnajdę się i poczuję jak u siebie w kilka godzin oraz przystosuję przestrzeń pod swoje potrzeby i kaprysy, Ona mieszkając przez tydzień w hotelu najchetniej nawet nie rozpakuje walizek „bo te walizki to już zna i to cząstka jej świata na obczyźnie”..

dwie dusze tak różne, dwa charaktery, dwa żywioły..

nasz świat?? łódka na morzu.. ja – niespokojny wiatr w żaglach, Jenn kotwica pilnująca by powstrzymać mój pęd w nieznane, dzieci – ster nadający kierunek i sens naszej podróży..

nasze wspólne życie?? najpiękniejsza podróż wśród wysp codzienności..

by Nikki

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

klamki i spółka

01 maj

ostatnie rozmowy z właścicielami mieszkania.
i mimo, że z ich strony jest wyraźna chęć, byśmy w nim zostały, by wyprostować sprawy i ‚zacząć od nowa’, wyprowadzamy się.

dlaczego??

bo histeria przeprowadzkowa mojej kobietki jest już za nami. jej płacze, nerwy, zmienianie decyzji co kwadrans a nawet kłótnia między nami spowodowana tym, że moje skarbie jest osóbką z baaardzo ciężkim sercem przyjmującą jakiekolwiek zmiany, a co dopiero zmienianie życia i miejsca zamieszkania.

teraz już nie rozmawiamy z właścicielem tylko z jego żoną, przychodzi sama, zeby nie robił scen.
i szczerze mówiąc, żal mi diabelnie kobietki, bo to przemiła i złota osoba a myśl, że wraca do domu i na niej skupia się furia pijanego mężusia, mocno mi ciąży.

z ciężkim sercem też odpuszczam zrobione przez nas na tiptop mieszkanko [no, z wyjątkiem kuchni która nadal jest okropna do granic ;)], różowy pokój dziewczynek z wielkimi, zielonymi, winxowymi kwiatkami, naszą oliwkową sypialnię, którą cieszymy się dopiero od miesiąca i słonecznie pomarańczowy salon.. to wszystko, tak bardzo „nasze”.
w dodatku świadomość, że zaledwie miesiąc temu był remont, że gdziekolwiek będziemy, nie wymalujemy już tak samo, bo farby mieszalnikowe którymi teraz jest wymalowane są tak diabelnie drogie, że znów czeka nas bieganie po drabinach z wałkami i to satysfakcjonujące, ale jednak wielkie zmęczenie później..

ale decyzja już zapadła. nasze mamy bały się nawet cieszyć z informacji, że wracamy w rodzinne strony, kiedy im to zakomunikowałyśmy, coby znów coś nie wypadło, i żebyśmy nie zostały.. ‚żeby nie zapeszyć’..

- będę się cieszyć dopiero jak sie rozpakujecie tutaj, bo już się nacieszyłam na darmo wcześniej i co?? z Wami to nie wiadomo czy wrócicie, czy znów coś innego wymyślisz.. – skwitowała moja Materka

eh.. Mamuś.. po części masz rację, bo moja cygańska dusza mogłaby mnie w dwa dni wynieść i na drugi koniec świata [jak poprzednio ;)], ale tym razem masz gwarant w postaci mojej kobietki, która nastawiła się już na powrót a ja nie chcę już przysparzać jej znów powodu do rozstroju żołądka z powodu kolejnej zmiany decyzji ;)

tak więc klamka zapadła..

ale najbardziej wkurza mnie fakt czekania na wyprowadzkę.. minimum 2 miesiące, aż Lu szkończy rok szkolny.. masakra.. nienawidzę czekać, być w zawieszeniu między etapami życia.. ani pomalować jakoś inaczej ścian, ani firanek nowych uszyć, bo nie będą pasować do następnego mieszkania, ani rozpoczynać jakoś nowych rzeczy..
eh, to nie na moją cygańską krew..

by Nikki

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • Facebook