RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2006

mały detektyw ;)

29 lip

rozmowa Li z babcią przez telefon..

- wiesz, myślałyśmy dzisiaj, że widziałyśmy Cię przez okno..
- taaak? a ja myślałam, że Wy tu szłyście na huśtawkę do mnie
- myyy? a jak wyglądałyśmy? byłam podobna?
- tak
- a Lu też była podobna?
- tak
- a ciocia też była podobna do cioci?
- tak
- a mama? mama też wygladała jak mama?
- tak
- a jak wygladała?
- no jak mama
- ale mama ma dzisiaj inną spódnicę!
- no miała inną spódnicę
- a miała czarny płaszcz?
- tak, miała czarny płaszcz
- ale moja mama nie ma czarnego płaszcza! ma sweter! a miała biały listonosz?
- tak, miała biały listonosz
- napraaaawdę? mama też ma biały listonosz! skąd wiedziałaś? a jak wyglądała ta ja?
- no tak jak ty
- a co miała na spodniach?
- no to co ty
- białe kwiatki?
- tak, miała białe kwiatki na spodniach
- no to nie byłam ja, bo ja mam naokoło wzorek! a miała…

i tak przez dobry kwadrans..

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

jak nie urok to.. elektryka.. ;)

27 lip

co może nabroić kobieta w kuchni?? ;)

cóż, jeśli wpuści się tam mnie, i nie schowa wcześniej wiertarki, potrafię na przykład wywalić elektrykę w całym domu :D

postanowiłam powiesić suszarkę, którą moja kobietka sobie już dawno wymarzyła nad zlewem.. wymierzyłam więc którędy powinny biec kable, na jakiej wysokości będzie najwygodniej, odpaliłam wiertarkę, przeszłam przez kafelki, włączyłam udar, wszystko szło jak po maśle i nagle poszły iskry..
szczęściem wyrwałam wiertarkę w porę ze ścian, jednak okazało sie, że zdążyłam przewiercić główny obwód, więc okazało sie, że zostałyśmy całkowicie odcięte od prądu w gniazdkach..

chwila konsternacji „ups.. i co teraz?”, szybki telefon do przyjaciela, który utwierdził nas tylko, że nabroiłam i czeka nas kucie, szybka decyzja i młotek poszedł w ruch..

zawitałam więc do zaprzyjaźnionego sklepu od remontów i takich tam..

- chciałam zawiesić suszarkę w kuchni i nie mamy prądu w domu.. wykułam dziurę, ale brakuje mi centymetra kabla.. a mogę sobie założyć tam teraz kontakt? bo mamy ich trochę za mało ;)
- yyy.. to raczej elektryka trzeba zawołać..
- ale my kasy nie mamy na elektryków..
- no to problem, hmm..

koniec końców zostałam zaopatrzona w taśmę izolacyjną, kostki i podstawy typu „tu włożyć jeden, tu drugi i dopasować kolorami”, i pobiegłam do domu..

chwila pracy, moment prawdy przy załaczniu na powrót korków, et voila!
prąd jest, kabelki połaczone tak, że fachowiec by sie nie powstydził :P i dziura nawet przyzwoita, niewielka ;)

Trole za to, jak powiedziałam, ze nie mogę wpaść na dół na piknik, bo muszę prąd zrobić, wpadły do domu i od progu rzuciły tekstem:

- co tym razem popsułyście??
;) by Nikki

 
Komentarze (7)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

bliżej końca [remontu] niż dalej :D

26 lip

rusz jedno, spaprze się drugie.. znacie tę starą remontową zasadę??
my przekonałyśmy się o niej w ciągu ostatnich dwóch dni.
przyjechał nasz długo wyczekiwany przyjaciel i wzięliśmy się za łazienkę i ubikację. cieszyło nas to choćby dlatego, że parę dni temu zalałyśmy kompletnie sąsiadów, kiedy wąż z pralki wypadł nam z wanny..

posiedzieliśmy uzgodniliśmy koncepcję i.. wszystko legło w gruzach. w przenośni i dosłownie.. czego sie nie tknęliśmy rozpadało sie w rękach.. kafle, rury, kibelek, umywalka.. robiliśmy jedno, a drugie rozsypywało się w pył.. dawno nie widziałam tak trzymającego się dosłownie „na słowo honoru” mieszkania..

ale po dwóch dniach walki, biegania, dokupywania, łatania, i wymieniania, nareszcie na kibelku można usiaść nie bojąc się czy upadnie, wielka dziura i rury łaczące kuchnię ubiakcję i łazienkę w jedno niemal, obudowana, wanna zyskała w końcu oprawę, pralka instalację odpływową zamiast obciażnika do rury, coby z wanny podczas wylewania wody nie uciekała, a podłoga, co najważniejsze, śliczne płytki bez krateru pośrodku :)
jeszcze musimy w przyszłym miesiącu zdobyć i zamontować umywalkę, która rozpadła się przy próbie wymiany uszczelek, i koniec..

ja nauczyłam się trochę o hydraulice i płytkarstwie, montowaniu sanitariatów oraz zabudowie z karton gipsu ;) jeszcze trochę a sie uprę i wybuduję sama nasz przyszły dom ;)

no, uciekam, Jenn właśnie ogarnęła z pyłu łazienkę i muszę pofugować wszystko..
uwielbiam remonty :D

by Nikki

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

paczka z niespodzianką ;)

23 lip

Babcia przysłała paczkę, po rozpakowaniu zostało wielkie pudło i oczywiście Trole znalazły dla niego zastosowanie ;)
Lu najbardzie spodobało sie chowanie w nim. Li widząc, że Lu całkowicie schowała sie i zamknęła, wpadła na szatański plan..

- mamusiuu.. wiesz co, chodź zakleimy ją w tym pudle i wyślemy do babci! co ty na to?? no chooodź, tak cichutko, zakleimy ją póki tam siedzi! pójdziemy do pana listonowsza, wrzucimy paczkę do puszki na listy, listonosz ją zabierze i zawiezie do babci.. a my sie pobawimy jej zabawkami! no chooodź, zaklej ją! szybko! tylko zostaw otworek, żeby miała czym oddychać!

hehehe, następnym razem, jak będą niegrzeczne, to chyba rozważymy tę opcję ;)

by Nikki ;)

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dzieci mają głos – perełki ;)

22 lip

- gdzie idziecie?
- do sklepu
- a po co?
- musimy coś kupić
- ale co?
- coś czego potrzebujemy bardzo
- no ale co potrzebujecie?
- „pony” dla dorosłych, te które zwykle leżą w łazience – zażartowałyśmy w końcu [ci, którzy czytali archiwum, będą wiedzieć o co chodzi ;)]
- aaaa, te pony z łazienki.. te białe?
- tak
- no dobrze, ale tym razem kupcie czerwone!

hehehe, żeby Trole wiedziały, jakie czasem rzucają „bezbłędne” teksty… ;)

by Nikki

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

niech ten fatalny tydzień się już skończy.. błagam :(

21 lip

głupota ludzka nie zna granic..

biegłam dzisiaj rano peronem, niemal spóźniona na pociąg, nagle poczułam pchnięcie i zanim się obejrzałam, leciałam w stronę torów. na szczęście kolejka już nadjechała, więc zamiast pod nią, wpadłam na ścianę wagonu, odbiłam się, obróciło mną i wyrzuciło spowrotem na peron. cudem wręcz nie wpadłam w przerwę między peronem a pociągiem..
dzięki Bogu skończyło się na lekko obitych plecach i barku, oraz strachu.

NIKT na peronie nie zwrócił najmniejszej uwagi trzem wyrostkom którzy postanowili sie w taki sposób zabawić kosztem, a niemal życiem/zdrowiem przypadkowej osoby, którzy ze śmiechem poszli sobie spokojnie dalej, miejmy nadzieję, że nie po to, by znaleźć kolejną ofiarę swojej głupoty..

a ja.. ja wiem już napewno, że chyba do końca życia będę chodziła samym środkiem peronu..
właśnie poważnie zaczęłam bać się ludzi i ich głupoty..

by Nikki

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

i znów pod górkę.. a raczej pod piętro..

20 lip

no i zaczęły sie kłopoty z właścicielam mieszkania..

najpierw nie mógł donieść umowy, mimo, że stwierdził, iż to on ją napisze, tygodniami.
mimo to upomniałyśmy się o meldunek.
przyszedł spóźniony o 40 minut i w stanie takim, że alkomat by się przekręcił.. bagatela o 10 rano to było.. w urzędzie, kiedy wypełniałyśmy druczki zniknął na pół godziny i wrócił zionąc kolejną setką wódki.. oznajmił, że nie dostaniemy meldunku na 5 lat tylko na rok.. po raz kolejny wzięłyśmy druczki, numerki i wypełniłyśmy od nowa wszystko, pilnując tym razem, by nie zniknął znów na pobliską stację beznzynową.
kiedy skończyłyśmy nie był w stanie zrozumieć co się do niego mówi ani podpisać się na blankiecie.
Jenn była już wykończona i wściekła, urzędniczka też, czego obie nie ukrywały. w końcu nie wytrzymałam i zebrałam „wesołą gromadkę”, nowe druki, przeprosiłam panią urzędniczkę, która odpowiedziała mi wdziecznym i współczującym zarazem „powodzenia” i poszłyśmy do domu.
drugie podejście załatwiłyśmy inaczej. poprosiłyśmy żonę właściciela, by poszła z nami w jego imieniu. dostałyśmy meldunek szybko i sprawnie.

później lodówka, której nie załatwił przez miesiąc.
zapadła decyzja, ze trzeba kupić, zapytał, czy możemy się tym zająć. ok.
objechałyśmy parę punktów, wybrałyśmy najtańszą lodówkę [na szczęście ta akurat nam odpowiadała i się podobała], dzwonię, by powiedzieć, że kosztuje 890 zeta..
- ale w gazetce XXXX [market na drugim końcu miasta, jeśli nei Trójmiasta] jest lodówka za 700 zł..
- dobrze, kupi ją pan? – nieważne, że dwa dni zmarnowałyśmy na szukanie, tak jak chciał, prawda??
- ale ja teraz nie mam samochodu i pieniędzy ani czasu za bardzo – no tak.. z głosu słychać, że spędzał czas „procentująco”

15 minut bezproduktywnej rozmowy, podczas której nawet nie potrafił, po ponad miesiącu znajomości, i każdorazowym poprawieniu, zapamiętać mojego imienia, i jego w kółko :

- przeznaczam na lodówkę 700 zł i ani złotówki więcej, a mogę dać 300..
- dobrze – warknęłam w końcu – w sobotę rano lodówka, do godziny 11 ma się znaleźć w naszej kuchni. i nie obchodzi mnie ile będzie kosztować ani skąd pan weźmie pieniądze na nią, transport ani całą resztę.

koniec końców jego żona znów weszła do akcji i lodówkę zamówiłyśmy. 27 godzin później siedziałyśmy w kuchni i cieszyłyśmy się jak dzieci przestawiając półki, planując co na której ma być i niemal świętując koniec biegania po wszystko do starego mieszkania, by zjeść cokolwiek.

- dobrze, niech panie napiszą umowę – usłyszałyśmy po kolejnym upomnieniu, że od miesiąca powinniśmy mieć podpisaną umowę.
pół dnia pracy, umowa z wyszczególnieniem wszystkich prac wykonanych, ustaleń.
kilka kolejnych terminów umówionych, nie przyszedł.
cóż, nie przyjdzie Mahomet do góry przyjdzie góra do Mahometa..
zadzwoniłyśmy, umówiłyśmy się, poszłyśmy.. 5 minut później znów zmienione ustalenia, właściciel oświadczył nam, że owszem, możemy sobie mieszkać pięć lat albo i dłużej, ale umowa na rok i przedłużana przez ten okres..
w sobotę kolejne spotkanie, tym razem on ma przynieść umowę.. i coś mi mówi, że znowu nam skoczy ciśnienie..

a facet sie dziwi, że przestałyśmy być słodkie i miłe..
ale dwie rzeczy są w stanie doprowadzić mnie do szewskiej pasji:
delikwenci pijący na umór i chcący później pokazać co to nie oni, zamiast iść jak cywilizowany element do domu spać,
i osobniki które szastaja słowami, umawiają się, obiecują, a z dotrzymaniem obietnic/umów u nich później już znacznie gorzej. :/

a zwłaszcza, że mieszkamy tu od miesiąca, a dotąd nie przekazano nam wszystkich kluczy, i bujamy się z jednym kompletem..

by wściekła Nikka

 
Komentarze (3)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

torty, trąbki, serpentyny.. impra na całego ;)

18 lip

no ładnie, przegapiłyśmy przez to całe zamieszanie..
ale ciekawi nas, czy ktoś z Was zauważył, że naszemu blogowi właśnie wczoraj stuknął..

ROCZEK !! :D

„ręka do góry” ;) kto z naszych pierwszych 50 stałych czytelników, którzy czytali nas regularnie już w perwszym miesiącu wciąż tu jest?? ;)

a inni?? jak długo czytacie, i czemu wracacie?? w jakich okolicznościach nas znaleźliście??
dziś zapraszamy na urodzinowe „opowiastki przy torcie” ;)

by Nikki, Jenn, Trole i całe stado ;)

 
Komentarze (24)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

odpowiedź na wczorajszą zagadkę:

17 lip

220458.jpg

a oto i nasza Sathie.. a właściwie od dziś oficjalnie Sathien :)
chart rosyjski urodzony w Prima-Aprilis ;) którego ofiarował nam wczoraj Proboszcz Rafał :)
[ciekawe, czy za dobre sprawowanie na mszy, czy na pokutę?? ;)] któremu baaardzo chcemy podziękować w tym miejscu jeszcze raz :)

jak Wam się podoba nasz nowy domownik?? ;>

by Nikki

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

dzieci mają głos – perełki ;)

16 lip

byłyśmy dziś z Trolami w kościele, a ponieważ w tym akurat wcześniej nie były, oczywiście cała msza była teleturniejem „sto pytań do..”
hitami były:

- czy możemy już iść? [pięć minut po przyjściu]]

- Ciociu, gdzie są te MYSZE do których przyszłyśmy?

- kto to jest ten zielony? [mowa o proboszczu w zielonej szacie]

- czy to jest Bóg? [mowa o tym samym proboszczu ;)]

- a może ten drugi? nieee.. to kobieta! kobieta nie może być Bogiem, prawda?

- czy oni zrobili Bogu zdjęcie jak szedł do nieba? [fresk na suficie]

- a co zrobił Bóg, że poszedł do nieba? [odpowiedź strategiczna: "był grzeczny" ;)]

- czy Bóg wszystko słyszy?
- tak Kochanie
- to on podsłuchuje nas przez to małe okienko? [witraż nad ołtarzem był uchylony ;)]

- jak Bóg może żyć w niebie, skoro tam nie ma jedzenia?

- czy Pan Bóg wie, że Jezus umarł?

- o! matka na tronie!

- ładna muzyka, jak na festynie u Babci [oj taaa.. organista chyba całe życie przygrywał na weselach, potupajki ;)]

- co oni będą robić temu dziecku?
- będą je chrzcić
- a jak?
- poleją mu główkę wodą święconą
- ależ ono krzyczy! a ja już nie płaczę jak myję głowę!

- fajną to dziecko ma kieckę, i czapeczkę. to czemu płacze? [dalej o chrzczonym akurat dziecku ;)]

- aaaale fajowa lampa! widziałaś mamuś taką lampę? wielka! trzeba mieć do takiej duży salon! [piękny, ogromny żyrandol nad ławkami ;)]

- jaaa.. ale świeczek! prawie jak u nas w domu!

- usiądź sobie! słyszysz? usiądź sobie! [ile razy wstawałyśmy do modlitwy]

- nie będę mówić „ojcze nasz”! nie nadążam! [bo było śpiewane ;)]

- Lu, przeżegnaj się..
- pożegnać się?? to już idziemy??

- mamuś! mamuś! jak w brazylijskich telenowelach u babci! znaczy się, ta pani tak wyglada jak z telenoweli! [w ławce przed nami siadła drobna ciemnoskóra kobieta o metyskiej urodzie, z synem]

- już koniec? możemy już iść?

ubaw miałyśmy pod pachy, a później poszłyśmy na pogawędkę z proboszczem, i w efekcie przytargałyśmy do domu SATHIE..
zagadka:
a cóż to takiego „SATHIE”? ;)
podpowiedź: biało-złote, śliczne, dostałyśmy od proboszcza, i niełatwo to było do domu zatargać ;)

na odpowiedzi jak zwykle czekamy w komentarzach :D
spieszcie sie, bo jutro wieczorem rozwiązanie zagadki ;D
osoby obecne przy przekazywaniu podarunku prosimy o wstrzymanie się ;P

by Nikki

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii Bez kategorii

 
 

  • Facebook